wtorek, 17 października 2017

Jej wysokość

Rodzina w ramach wieczornej rozrywki ogląda popularny serwis społecznościowy. Mama ma w znajomych swojego dawnego przewodnika po Nepalu, dawny przewodnik po Nepalu ma zdjęcia. Z Nepalu.
- To najwyższy góry świata, Himalaje – obok elementu towarzysko-rozrywkowego staramy się dosypać szczyptę edukacji.
- Ale oni są dość nisko – zauważa rezolutnie Zosia, a grupka faktycznie stoi w zielonej dolinie rzeki otoczonej pagórkami tak na oko 4-tysięcznymi.
- A po czym poznałaś? - Mama cieszy się z bystrości narybku – Bo brakuje…? - nauczycielskie niedomówienie prowadzi często do zaskakujących wniosków.
- Wysokości! - wątpliwości to coś, o czym Zosia gdzieś kiedyś słyszała.
Nie sposób się kłócić z jej wysokością.


Tata też kiedyś się szlajał. I też, nie ma co ukrywać, czasami brakuje mu wysokości.

poniedziałek, 16 października 2017

Tatanietata

Pytania są ważniejsze niż odpowiedzi:
- Tata, a będziesz moim tatą? - Jagienka stawia.
Zdziwienie odbiera mi polot:
- Przecież jestem!
- Ale na niby!
Ewidentnie Jagienka ma chytry plan godny kogoś bardzo chytrego.


Jest urocza i niebezpieczna. I męcząca.



niedziela, 15 października 2017

Wielki Duch

Niedzielny holokauścik w ogródku. Ogród, który żywi nas od paru dobrych miesięcy i miał jeszcze żywić przez czas dłuższy został nawiedzony przez plagę gąsienic. Na topinambury zapraszamy niewątpliwie, ale jarmuż, na który też mieliśmy zapraszać i przedwcześnie ogłaszaliśmy się potentatami na rynku tegoż hipsterskiego warzywa, przestał rosnąć a zaczął ginąć masowo pożerany przez plagę.
Na szczęście dzieci mają swoje kanały przepływu informacji i Zosia przy wizycie w sklepie stwierdziła, że widziała opryski przy pomocy Coca-Coli. Zaufałem dziecku i intuicji, nabyłem płyn ów w szlachetnym celu i od rana robiliśmy opryski metodą domową przy pomocy niewykwalifikowanej małoletniej siły roboczej. Oczywiście po krótkim przeszkoleniu i wstępie ideologicznym. Wnioskując z wicia się gąsienic Coca-Cola jest trucizną, gąsienice padały jak muchy, muchy zlatywały się jak do miodu a niedługo mam nadzieję będziemy spożywać jarmuż o smaku colowym.
Jakież wzruszenie ogarnęło mój pełen żądzy mordu umysł, gdy usłyszałem Jagienkę szepczącą do jarmużowych skrytożerców:
- Przepraszamy, ale to nasze jedzenie, nie chcemy was zabijać, ale musimy.
Toż to jak żywa modlitwa Indian do zabitego bizona. Czuję, że mały krok w dobrą stronę w wychowaniu dzieci został wykonany. Żeby tylko jeszcze Jagienka chciała jeść ten jarmuż.

sobota, 14 października 2017

Rozkosze stołu

Dzieci przygotowały Tacie kolację. Resztka rosołu Zosi z obiadu. Dosłownie dwie łyżki, ale już nie dała rady. No i kawałek bułki z wczoraj, wystarczy podgrzać na tosterze i będzie jak nowa. Od Jagienki pół miski „najpyszniejszej owsianki na świecie, bo Tata robi najpyszniejszą owsiankę na świecie”. A robi, robi: na wodzie, z cynamonem, z jogurtem greckim z Kościana, dżemem pigwowym domowej roboty i kapką miodu. Szkoda tylko, że Tata robił tę owsiankę na śniadanie. Z cyklu: szukaj pozytywów: dobrze, że na dzisiejsze. Do tego trochę kaszy gryczanej z kiszoną kapustą z Jagienkowego obiadu. I jeszcze parę skórek od chleba ze strzępami ementalera i kiszonego ogórka (z własnego ogródka!) z kolacji dziewczyn. Całkiem świeże, tylko ciut wymemłane.
Przecież jedzenia wyrzucać nie będę. A jeszcze miałem ochotę, tak zupełnie od siebie, na kromkę świeżego chleba od Pływacza, co go cały dzień w aucie woziłem i mi pachniał. Żałować sobie? E, nie.
Już widzę, że dzieci Tacie z głodu zginąć nie dadzą. To, że się mieszczę w spodnie z matury (tak, mam je jeszcze), to chyba zasługa tego winogronu od dziadka, co to już leży parę dni, muszki po nim łażą i trzeba go zjeść, bo się zepsuje. 
Przepraszam, muszę do toalety.


Dzieci to wampiry. 

środa, 11 października 2017

Masa

Poranny przepływ informacji:
-Dziewczyny, Mama ma dziś urodziny!
Informacja dociera, dziewczyny biegną do Mamy. Jagna od progu sypialni krzyczy:
- Mama, to zrób z masą!
Poranny przepływ informacji zostaje zaburzony przez zator niezrozumienia.
- Ale co? - Mama robi oczy na tyle duże, na ile pozwala poranek.
- Może rzeźbę? - zastanawia się na głos Tata, zawsze gotów do artystycznych happeningów.
- No tort! – oczywista oczywistość w głosie Jagny rozjaśnia październikowe szarości o 6.30. Słodycz nadziei wycieka kącikami ust. Mama, mimo urodzin, czuje potrzebę tak zwanego „brania się za jakieś życie”.

poniedziałek, 9 października 2017

Syndrom Wuja

Łatwo jest rozpoznać bezdzietnego wujka tudzież ciotkę, która w zastępstwie rodziców wzięła dziecko na plac zabaw. Otóż wuj ów czy też ciotka bawią się z dzieckiem na placu zabaw, podczas gdy przeciętny rodzic wykorzystuje sytuację na nadrobienie lektury na ten przykład ostatniego numeru Przekroju, który czyta już od dwóch miesięcy czy też książki z biblioteki, która czeka na miesiąc bez kar już od dwóch lat. Częściej nadrabia zaległości w elektronicznych (prze)nośnikach informacji, ale ja się na tym nie znam. W ekstremalnych przypadkach przynosi się skarpety do cerowania (na tym znam się ciut). Oczywiście sytuacja placozabawowa nie chroni od konieczności interwencji, bo przecież dziecko będzie piszczeć, że ktoś sypie piaskiem albo żeby je zdjąć z wysokiej ślizgawki.
Takie spostrzeżenie zmęczonego Taty. Marzy mi się „Syndrom Wuja”.
Tymczasem Zośka naprawdę nieźle rymuje. Ja te jej wierszyki naprawdę nieźle zapominam, ale jeden udało mi się zapamiętać:

Swój strój zdjął wuj
No a ciotka się umyła
No i majtki założyła

Treść może mało odkrywcza, ale forma, rym i rytm, bardzo zgrabne. Utwór powstał oczywiście na basenie. Zapewne dedykowany wujkom i ciotkom, którym jeszcze chce się pobawić. Oj, pobawić...

niedziela, 8 października 2017

Antywróg

W sytuacjach towarzyskich zdarza mi się animować dzieci (dopóki sobie nie przypomnę, że to bywa moja praca). Ostatnio często z pomocą Gadających Kamieni (genialnie wyrysowanych przez Anię M.). Losujemy, układamy, tworzymy historyjki. Pojawia się mój ulubiony superbohater, SuperGlu10 i wilk, który jest jego…? Rzucam pytanie w krąg dzieciaków:
- Antywrogiem! - pada odpowiedź zawierająca w sobie dużo pacyfistycznej ideologii. Antywróg to przecież przyjaciel, nieprawdaż?
Na tej imprezie, Kiszeniu Kapusty w Fabryce Chusteczek w Grabiszycach Zosia została głównym antywrogiem Błażeja, autora pojęcia.
SuperGlu10 powstał na specjalne zamówienie, bo lubię wplatać w bajki elementy przekory powiązanej z aktualną modą. Jedna z królewien, zapytana przez króla ojca, jak go kocha, powiedziała, że kocha go jak sól, jak cukier, jak tłuszcz i jak gluten. Król, zniesmaczony tą mocno niezdrową deklaracją, wygnał córkę. A kiedy zabrakło w królestwie pachnącego, chrupiącego glutenowego pieczywa z prawdziwym masłem i solą a do tego kawy z łyżeczką cukru, król zrozumiał, jak wielka była miłość dziecka.