wtorek, 29 grudnia 2015

Sekularyzacja pojęć

Sekularyzacja Górnych Łużyc postępuje.
- Zosiu, co chcesz na śniadanie?
- Wigilię.
"Święta, święta i po świętach" jak mawiał Paulo Coelho.

niedziela, 27 grudnia 2015

Gynochromofobia

Barwny opis sukienki Jagienki przez wspomnianą popełniony:
- Tu jest czerwony a tu też zielony.
Są pewne naukowe powody, dla których nie rozmawiam z kobietami o kolorach.

P.S.Gdyby ktoś pytał to sam wymyśliłem pojęcie fobii przed rozmowami z kobietami o kolorach. Można cytować.

wtorek, 22 grudnia 2015

Gwiazdkowe Wojny

Systemy motywacyjne w postaci przeróżnych obiecanek przed- i po- świątecznych pracują na pełnych obrotach, powodując nadprodukcję obietnic:
- Będę dzisiaj grzeczna - planuje strategicznie starsza córka.
Młodsza córka ma swoją teorię na ten temat, którą to dzieli się natychmiast:
- Nie będziesz!
- Będę!
- Nie będziesz!
- Będę grzeczna!!!
- Nie!!!
Krótka ale intensywna wojna atomowa, która następuje po tej zamaszystej wymianie światopoglądów prowadzi do rozmów pokojowych, przeprowadzanych, jak sama nazwa wskazuje, w osobnych pokojach. Potem następuje długo oczekiwany chwilowy rozejm, charakteryzujący się, podobnie jak pogoda, równowagą chwiejną. Tata pobiera czystą kartkę i laserowy długopis, aby dopełnić obowiązku sprawozdawcy wojennego i przygotować w starym stylu krótką notatkę z pola bitwy. Starsza córka uruchamia wewnętrznego szpiega, zaś wewnętrzny szpieg uruchamia swoją najbardziej chytrą i skuteczną metodę bezpośredniego pytania, która jest najbardziej niedocenianą sztuczką Jedi:
- Co piszesz?
- Jak się kłóciłyście Zosiu. Bo to było śmieszne.
- Ja już nie będę się kłócić - to zdanie przechodzi do historii pod nazwą Deklaracji Grudniowej. Zresztą bardzo szybko przechodzi do historii za sprawą Jagny Ż., zwanej też młodszą córką:
-Będziesz się kłócić!
- Nie będę!
- Będziesz!
- Nie będę!
- Będziesz!!!
- Nie!!!
 Słynna już Kłótnia o Niekłócenie nie zakłóca przygotowań do Świąt. Mama i Tata powoli i dostojnie jak Vader na molo w Sopocie przechodzą na Ciemną Stronę Mocy.

piątek, 18 grudnia 2015

Megamix

Jagienka pod hipnotycznym wpływem Brzechwy łamanego przez Pana Kleksa podkręcanego przez Piotra Fronczewskiego (w tej roli natomiast w zasadzie czasami ja jako nomen omen Grzegorz miejscami Poszepszyński):
- Proszę państwa oto miś, miś ma bardzo ostre kły, ten słoń nazywa się nic, a nic, nudzi mi się.
Co te sekty robią z ludzi...? Na szczęście tuż obok była apteka. 


Pozwólcie przedstawić sobie - pani Jagna we własnej osobie.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Aleksander Macedoński

Zosia przed swoim węzłem z Gordionu z brzytwą Ockhama w postaci długopisu w dłoni.


Ma większe szanse dojechać do Indii niż Aleksander M. I nie spotka Minotaura po drodze...

niedziela, 22 listopada 2015

Epitafium


Wydawał się nieśmiertelny jak duch Lenina. Kilka lat temu wpadł w sidła, odgryzł sobie trzy nogi i ogon, ale dalej był uwięziony. Na szczęście wszystkie wymienione kończyny odrosły, przez co stały się, nomen omen, wymienione. Chwilę później na chybił trafił odgryzł sobie jeszcze jedną nogę. Tym razem trafił. Przywlókł się do domu i zajął się tym, na czym znał się najlepiej - przeżyciem.
Innym razem potrącił go samochód. Nie mój - żeby była jasność. To było przeżycie, które przeżył mocno, płacąc tylko odstającym żebrem. Odstające żebro w ogóle nie przeszkadzało w drugiej najlepiej opanowanej i pewnie jednej z ulubionych czynności - szeroko pojętym i wysoce (zwłaszcza, jeśli chodzi o częstotliwość dźwięków) namiętnym rozmnażaniu.
Raz, po kolejnej turze wiosennych walk o wolność i swoje racje przyszedł do domu z dziurą w szyi wielkości pięści Mike'a Tysona jak był mały. Pani weterynarz zaszyła go tak, żeby się mocno trzymało. Nie trzeba było jechać ściągać szwów, wytrzymały z 24 godziny.
Pewnej niedzieli zaatakował go doberman. Biedny pies. Na szczęście przeżył.
Za młodu zwano go Wiewiórem, bo potrafił podskoczyć wyżej niż Artur Partyka w najlepszej formie (w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia do tej metafory używano Jacka Wszoły). Świetnie sobie radził z trudną sytuacją żywieniową, gdy jego dostawca mięs różnych wędrował po świecie. Pewnego razu ukradł sąsiadom udko kurczaka z piekarnika. Innym razem zjadł pączka, którego nieopatrznie zostawiłem bez opieki na noc.
Razem w wyimaginowanym Wieprzem Krzysztofem i Kurą Moniką był bohaterem opowieści, które mieszały dzieciom w głowach. Legenda głosi, że to on napisał "Kota Pirata i jego załogę". Drugą połowę życia spędził pod pseudonimem Gruby, co odzwierciedlało jego 7,5 kg bardzo żywej wagi. Zasłużył na miana świszczywąsa, myszożercy, sierściucha, mruczypieszczocha, ojca trzech czwartych kociej populacji Studnisk Dolnych (przynajmniej przed skrzyżowaniem). Zwano go też szakalem, tygrysem, potworem i kocim Jedi.
Nie ma go od miesiąca. Co prawda pogoda mogła mu się pomylić z wiosną, już nie raz zamiast marcować zdarzało mu się lutować, ale mocno tęsknimy. Dziewczyny piszą listy, zrobiliśmy Kocią Latarnię, Zosia narysowała plakat. Moc była silna w tym kocim Jedi i wierzymy, że przeżył. Teraz taktycznie i gramatycznie przejdę z czasu przeszłego na czas teraźniejszy: w końcu Gruby zna się na przeżywaniu.


Wizja Zosi


Kocia Latarnia prowadząca zaginionego Grubego aka Wiewióra do domu. Oby.

czwartek, 19 listopada 2015

Dynia

- O czym mówią?
Zośka jest już świadomym słuchaczem radia, ale czasem chce doprecyzować.
- O Paryżu mówią, córeczko. Tam źli, głupi ludzie zrobili coś strasznego innym ludziom.
- Takie straszne dynie?
- Coś straszniejszego Zosiu.
Jak opowiedzieć o tym dziecku?  


Tymczasem na naszym podwórku już od ponad dwóch tygodni brakuje kota Wiewióra zwanego Grubym. Kocia Latarnia ma go sprowadzić bezpiecznie do domu.