Wyprawa na pizzę to wyprawa. Na pizzę. Ale jak już dotrzemy, to może się zdarzyć, że mamy dużo miejsca, możemy się rozłożyć na kanapie w rogu i rozkoszować się kulinarnie i możliwością nie muszenia udzielania się przy produkcji tudzież postprodukcji zwanej myciem, ostatnio zredukowanej do wrzucenia do zmywarki.
Dziewczyny lubią tę kanapę. Daje dużo możliwości.
- Zosia jest położona jak kobieta – zauważa Jagienka, wskazując na siostrę, wyłożoną jak na rzymskiej uczcie.
Tu nasuwają się pytania: po pierwsze - jak się kładzie kobiety? Po drugie – przez kogo jest położona? Po trzecie – dlaczego córka, pewnie podświadomie, użyła strony biernej? I po czwarte – co na to feministki?
W sumie pytanie jest bardzo na rzeczy – jakie jest położenie współczesnej kobiety?
piątek, 18 stycznia 2019
poniedziałek, 7 stycznia 2019
Czarny czardasz
Szaleństwo muzyczne w niedzielny wieczór sięga zenitu gdy Zośka sięga po skrzypce a Jagna po mikrofon zrobiony ze skakanki. Gramy! „Czarny czardasz” zagina przestrzenie i czasowi też nie odpuszcza.
Tata mało samokrytycznie stwierdza po występie:
- Niezły czad. Może gdzieś z tym wystąpimy?
Jagna od razu skupia się na meritum:
- Ale jak się ubierzemy?
Czuję, że to ona zrobi tak zwaną karierę.
Tata mało samokrytycznie stwierdza po występie:
- Niezły czad. Może gdzieś z tym wystąpimy?
Jagna od razu skupia się na meritum:
- Ale jak się ubierzemy?
Czuję, że to ona zrobi tak zwaną karierę.
Się gra, się ma - jak mawiają w branży.
środa, 26 grudnia 2018
Trafiony zatopiony
Nuda i lenistwo są paliwem ludzkiego geniuszu. W upstrzonej korkami drodze ze świąt do domu (gdyby ktoś pytał o pojęcie czasoprzestrzeni...) Zośka stwierdziła, że się nudzi – podczas gdy jej siostry usnęły aż miło. Ustaliliśmy, że gra w zagadki to doskonałe remedium na tę przypadłość.
- To teraz Tata zadaje.
- Dobrze. To jest część ciała i warzywo.
Krótka chwila namysłu i przebłysk pamięci, jak kiedyś Jagienka przypadkiem zasadziła Tacie w ogrodzie:
- Jajko?
Ból, ból. Trafiony zatopiony.
- To teraz Tata zadaje.
- Dobrze. To jest część ciała i warzywo.
Krótka chwila namysłu i przebłysk pamięci, jak kiedyś Jagienka przypadkiem zasadziła Tacie w ogrodzie:
- Jajko?
Ból, ból. Trafiony zatopiony.
Sezonowa zagwózdka, związana z mieszaniną tradycji na Ziemiach Odzyskanych powoduje, że nasze dzieci dostają prezenty od Dzieciątka (a konkretnie od jednych dziadków), od Gwiazdora (tzn. od drugich dziadków), od Mikołaja (tak jakoś) i od Legendarnej Szkockiej Babci. W sumie dzieciom to jakoś bardzo nie przeszkadza.
niedziela, 16 grudnia 2018
Polityka z głowy
Miałem sen. Mógłbym żartem zagaić, że śnił mi się Martin Luther King częstujący Zygmunta Freuda cygarami na leżance z namalowaną Pamelą Anderson. Ale nie. Przyśnił mi się – i to dopiero był koszmar – bardzo lokalny polityk, który zamówił u mnie czterowiersz na swoją cześć. Jako człowiek praktycznie nie na sprzedaż (ale z naciskiem na praktycznie) rzuciłem zaporową cenę 1600 złotych polskich, wychodząc z założenia, że 400 zł za wers to dobra stawka i nie ma szans, żeby ktoś zaakceptował.
I teraz nadeszło najgorsze – lokalny polityk się zgodził.
Nie wiem, co zrobiłem potem, bo na szczęście w tym momencie Hanka (która ma ogólną tendencję wbijania do naszego łóżka w połowie nocy i przekręcania się o 90 stopni, tworząc z Mamy, Taty i siebie wielkie H z mocno podniesioną poziomą poprzeczką - które to wielkie H łatwo można metaforycznie odnieść do jakości spania w takich warunkach) kopnęła mnie w głowę.
To prawdziwy sen zawierający w sobie lokowanie osób rzeczywistych. Oczywiście odbił rzeczywistość, bo poprzedniego dnia zamówiono u mnie okazjonalny weselny czterowiersz i przypomniałem sobie, jak jakiś europoseł chciał mnie kiedyś zatrudnić do pisania euro-bloga za Euro. Jak dostałem listę na pierwszy próbny wpis z wyszczególnieniem, komu mam dowalić, to szybko pożegnałem się z potencjalną robotą.
Ciekawe, czy bym przyjął wspomnianą ofertę od niewspomnianego polityka...
Dobrze, że córeczka kopnęła Tatę w głowę. Takie rzeczy się przydają. Jakby kopnęła mnie mocniej, to może bym poszedł w politykę.
I teraz nadeszło najgorsze – lokalny polityk się zgodził.
Nie wiem, co zrobiłem potem, bo na szczęście w tym momencie Hanka (która ma ogólną tendencję wbijania do naszego łóżka w połowie nocy i przekręcania się o 90 stopni, tworząc z Mamy, Taty i siebie wielkie H z mocno podniesioną poziomą poprzeczką - które to wielkie H łatwo można metaforycznie odnieść do jakości spania w takich warunkach) kopnęła mnie w głowę.
To prawdziwy sen zawierający w sobie lokowanie osób rzeczywistych. Oczywiście odbił rzeczywistość, bo poprzedniego dnia zamówiono u mnie okazjonalny weselny czterowiersz i przypomniałem sobie, jak jakiś europoseł chciał mnie kiedyś zatrudnić do pisania euro-bloga za Euro. Jak dostałem listę na pierwszy próbny wpis z wyszczególnieniem, komu mam dowalić, to szybko pożegnałem się z potencjalną robotą.
Ciekawe, czy bym przyjął wspomnianą ofertę od niewspomnianego polityka...
Dobrze, że córeczka kopnęła Tatę w głowę. Takie rzeczy się przydają. Jakby kopnęła mnie mocniej, to może bym poszedł w politykę.
Tymczasem Zośka zbudowała wesołe miasteczko. Dobrze, lepsze wesołe niż smutne.
poniedziałek, 10 grudnia 2018
Najgenialniejszy tekst wszechczasów
Pisałem właśnie najgenialniejszy tekst wszechczasów. Mądry, dowcipny, lekki, błyskotliwy. Trafiający do wszystkich, skrzący się fajerwerkami formy i błyskotliwością treści. I wtedy przyszła Hanka i wcisnęła drugi klawisz od prawej w pierwszej linijce od dołu na komputerowej klawiaturze.
Dobrze, że już Nobli literackich nie przyznają, bo bym żałował.
Dobrze, że już Nobli literackich nie przyznają, bo bym żałował.
Dzieci i twórczość. Bezsprzeczna sprzeczność.
poniedziałek, 3 grudnia 2018
Symbol szczęścia
Jakiś mocno anonimowy miłośnik hinduizmu i specjalista od indo- europejskiej symboliki religijnej nabazgrał na transformatorze przy ul. Lubańskiej w Zgorzelcu starożytny symbol szczęścia (svastika w sanskrycie- „przynoszący szczęście”). Mama i Tata lustrując dzieło wykonane ciut chwiejną (zapewne ze wzruszenia) ręką zaczęli dyskusję o znaczeniu, wspomnieli o Mieczysławie Karłowiczu i jego upodobaniu do swastyk, o rodzimowiercach, o heraldyce i użyciu swastyk w przedwojennych polskich odznakach wojskowych. O faszystach też nie zapomnieli. A dzieci, jako te skorupki za młodu nasiąkały. I na drugi dzień trąciło.
Była to oczywista prowokacja Zośki, w związku z czym Hanka wyraża dezaprobatę.
sobota, 1 grudnia 2018
Leniwa sobota
Leniwa sobota sprzyja mocno przereklamowanej kreatywności.
Rano był teatr.
Potem były prace ręczne.
Bal jak co dzień.
Hanka mówiła "pingmin", Mama zrobiła obiad, a Tata wierszyk:
„Marzenia trzech sióstr”
Żyły kiedyś trzy siostry pod lasem
(każda z nich przeurocze dziewczątko)
I tak żyły i marzyły też czasem
Każda z nich mieć chciała zwierzątko
A jakie?
Hanka – baranka
Zosia – łosia
a Jagienka – sarenkę
Aż raz przyszedł zawodowy gajowy
I wpadł w urok trzech sióstr niebywały
Gdy już zjadł kaszę z sosem grzybowym
Powiedziały mu, czego chciały
A konkretnie:
Jagienka – sarenkę
Hanka – baranka
zaś Zosia – łosia
Pan gajowy wypił kawę zbożową
Zagryzł Mamy drożdżówką najlepszą
I nieopatrznie dał słowo
Że spełni marzenia dziewcząt
I przyprowadzi:
dla Zosi – łosia
dla Jagienki – sarenkę
a dla Hanki baranka
Minęło długich tygodni z osiem
Deszcz leciutko siąpił od rana
Ktoś zapukał, Tata powiedział: prosię!
W drzwiach gajowy, uśmiech jak banan
Przywiozłem, mówi:
Hance – baranka
Jagience – sarenkę
i Zosi – łosia!
Ma historia, rzecze – dość krótka
Dzięki Wam jestem myśliwym sławnym!
W tym czasie baran zjadł pół ogródka
A łoś zrobił kupę na trawnik
A sarenka nic.
Sarenka dla Jagienki
Łoś dla Zosi
i baranek dla Hanki
Baranka Tata postraszył piłą
Trzy siostry się zarumieniły:
Dawno pana u nas nie było
Nam się już marzenia zmieniły
Mianowicie:
Zosia chce łososia
Hanka obwarzanka
a Jagienka lody
Pan gajowy smutny z domu wyszedł
Ciągnąc stadko trzech zwierząt rogatych
Nie chciał lecza ni z kaszą ni z ryżem
Nie chciał nawet się napić herbaty
A dziewczyny wypiły:
Hanka ze szklanki
Jagienka z wisienką
a Zosia czarną z sokiem
Subskrybuj:
Posty (Atom)








