piątek, 7 lutego 2014

Synestezja

"Synestezja"


Synestezja to przekładanie bodźca odbieranego jednym zmysłem na doznania odbierane innym zmysłem. Na przykład widzenie kolorowych dźwięków. Zośka poczyniła pierwsze kroki w kierunku wyrobienia w sobie tej elitarnej, charakterystycznej dla artystów, psychologicznej przypadłości. Jaki kolor ma dźwięk G? I czy wizja Zośki zgadza się z wizją Skriabina? http://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksandr_Skriabin#D.C5.BAwi.C4.99ki_i_kolory

niedziela, 2 lutego 2014

Trąbki

"Trąbki"

System motywacji do noszenia żądanych przez rodziców ubrań przez wywołanie poczucia unikalności związanego z zazdrością otoczenia:
- Zosiu, ale masz fajne trampki!
Mama, muzyk z dyplomem, puchnie z dumy jak dudy (zwane mylnie kobzą), gdy córka oswaja pojęcie nieznane przy pomocy pojęcia znanego:
- No, fajne trąbki.
A potem uświadamia sobie, że to nie muzyka płynąca w żyłach, tylko promil pamięci kulturalnej w genotypie (jakoś tak wyjaśniają to ci ściemniacze naukowcy). Człowiek może wyjść z Górnego Śląska, Górny Śląsk nie wyjdzie z człowieka nigdy. Tudzież człowiek może nigdy nie wyjść z Górnego Śląska, a Górny Śląsk zawsze z niego wyjdzie.
Chociaż podobno w gwarze wcale nie chodzi o permanentną zamianę a na o. I Conan to wcale nie Canon.
 A naszo cera, gryfno frelka oblykła się w takie charboły, tfu, w fojne trompki.

sobota, 1 lutego 2014

Polot

"Polot"

Jeśli chodzi o bezczelność w podejściu do świata - są dwie szkoły. Wschodni mistrzowie, zwani czasami senseiami (a czasami, zwłaszcza przez zmęczonych uczniów w momentach kryzysu - bezsenseiami), twierdzą, że pokora i samokrytyka to immanentna cecha wielkich umysłów i serc. Edward Stachura, odkrywca cudnych manowców, twierdził natomiast, że wszyscy cisi i pokorni to wicekróle życia.
- Nie mam polotu, nie mam polotu! - zwykła śpiewać Zośka od kiedy ukończyła 1,5 roku. A potem brała dwa grzebienie, duży i mały, i odgrywała scenkę z tatą-grzebieniem i Zosią-grzebieniem, namawiającymi się na czesanie prawie łysej Jagienki. Albo robiła z mydła telefon i dzwoniła do babci, żeby zamówić pierogi.
A za oknem sypał śnieg, lekki jak łupież bogów.
Jeżeli to jest brak polotu, to ja jestem helikopter.  

środa, 29 stycznia 2014

Polacy

"Polacy"

Jeden z codziennych dramatów małych dziewczynek - spadła książka, rozsypały się chrupki (kukurydziane, żeby nie było!) albo skończyła się bajka. Pocieszenie jest w słowach piosenki, popularnej wśród potrzebujących ciągłej pociechy kibiców:
- Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało!
Zosia patrzy na mnie z wszechświatem samoświadomości w oczach:
- Ja nie jestem Polacy, tato, ja jestem Zosia.
Czy czas już na lekcję patriotyzmu? Na wyjaśnienie teorii narodu jako wspólnoty? Przyswojenie hasła "Polska mistrzem Polski"? Dżentelmen zajmuje się tylko przegranymi sprawami.
- Masz rację córeczko, jesteś Zosia.
Chyba nie jestem dżentelmenem.

niedziela, 26 stycznia 2014

Sałatka

"Sałatka"

Scena pluralistyczna. Jagienka z całej duszy, serca i umysłu wysyła przez otwór gębowy pokarm w świat, barwiąc tenże świat na pomarańczowo i pokazując, że w zasadzie nie jest głodna. Robi to jednocześnie z uśmiechem i pieśnią na ustach. Niezła sztuczka, swoją drogą, spróbujcie kiedyś w jednym momencie pluć, śpiewać i uśmiechać się.
Pomarańczowa Rewolucja w kuchni. Barszcz ukraiński na gazie.
Pomarańczowe smugi fruwają po kuchennej przestrzeni powietrznej.
Napis na słoiczku wiele tłumaczy: "Sałatka z owoców lata".

piątek, 24 stycznia 2014

Dinozaur polski

"Dinozaur polski"

Czytamy. Tatowe "Dinozaury Polskie", bo dzieci lubią dinozaury. Zośka też:
- Ten dinozaur jest groźny. I ma kapcie.
Żeby była jasność: nie każdy, kto jest groźny, ma kapcie. Ale niektórzy tak.

poniżej wspomniany dinozaur, autorstwa Roberta Myki i wierszyk doń pasujący, autorstwa własnego. Książeczka się sprzedała w całym nakładzie, co, jako autor, ogłaszam wszem i wobec z dumą.
  „Dinozaur”

Dinozaur – straszne jaszczurzysko
Monstrum, pra – bestia, smok, gadzina
Potwór – gruboskór, zjada wszystko
(tak jak mój wujek wraz z rodziną)

Potem wykąpie się w bajorze
Pożre przed spaniem zielska worek
Pysk złoży w trawie, sen go zmorzy
Jak tatę przed telewizorem

Wstanie, odchrząknie, strząśnie liście
Opłucze z grubsza łeb rogaty
I rusza na jaszczurów wyścig
Jak kuzyn – co chce być bogaty

Cielsko przeciągnie aż zatrzeszczy
Od boku do drugiego boku
Żuje powoli i nie wrzeszczy
Jak moja babcia – ceni spokój

Taka historia – jednym słowem
Gdyby inaczej poszły tryby
Dinozaur byłby tak jak człowiek
Można pogdybać: gdyby, gdyby