piątek, 24 stycznia 2014

Nomenklatura

"Nomenklatura"

Nasz wkład w nomenklaturę: dekozator. W sprzedaży, głównie aptecznej, zwany aspiratorem, służy do odciągania glutów (jak je określają naukowcy) z nozdrzy niezdolnego do smarknięcia bachora (nieudokumentowany cytat z pierwszego wydania podręcznika dla początkujących pediatrów, spalonego w całości na stosie Inkwizycji).
Jagienka ma katar. My mamy dekozator. A jak Jagienka dorośnie, może zostanie dekozatorem wnętrz? Gdy w jakimś wnętrzu, mniejszym lub większym, zagnieździ się koza, who do you call?
Powiadam wam zaprawdę, z Beniamina Franklina też się śmiali!  

wtorek, 21 stycznia 2014

Gender

"Gender"

Jagienka ma 8 miesięcy i mówi. Mówi "mama" i "tata". Bardzo uczuciowo i z zaangażowaniem całego ciała jako zespołu pieśni i tańca. "Tata", a właściwie "tatatatatatata" mówi, a w zasadzie śpiewa, w głównie powyspaniowych, pojedzeniowych i potoaletowych przypływach dobrego humoru. A "mamamamamama" mówi, a w zasadzie jęczy, w przedspaniowych, przedjedzeniowych i pełnopielusznych momentach gdy świat się pomylił albo wystąpił dramat ludzki a my przechodzimy obojętnie.
Matka i ojciec mają wgrane inne oprogramowanie? Inne role? Zaspakajają inne potrzeby?
Tradycyjne trzy razy tak. Co nie zmienia faktu, że gender-srender.
 Jagienka jeszcze tak nie mówi. I ciągle robi w pieluchę.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

PDO

"PDO"

Zośka w twórczym szale maluje muzyczne wszechświaty na naszym niebywale niekoncertowym pianinie.
Chociaż kiedyś grał na nim Zbyszek Łowżył (http://culture.pl/pl/tworca/zbigniew-lowzyl), o 4 nad ranem, przy świeżutkich pączkach od Żelazki i kawie z tygielka (specjalitet de la mezon, jak mówią Czesi) i sąsiedzi nie mieli pretensji. Za to my nie sprzedawaliśmy biletów i wszyscy mieli udział w zyskach.
Tymczasem Zośka na wysokich tonach i w kulminacji ekspresji (mam nadzieję). Czas na interakcję:
- Co grasz Zosiu?
- PDO!
Chłopaki z PDO (https://www.facebook.com/pdoband?fref=ts) muszą się cieszyć z takiej fanki. Nie mają innego wyjścia.  

sobota, 18 stycznia 2014

Sens

"Sens"

Żyjemy w świecie składającym się z zabawnych nieporozumień, czasami prowadzących do zupełnie niezabawnych wojen.
- Tato, ogilałeś się? - Zosia przygląda mi się bacznie.
Szukam treści w formie, szukam formy w treści:
- Mam gdzieś gile, córeczko? Czy chodzi ci o gilgotanie?
- Nie, ogilałeś się na buzi!
Macam na oślep. Szukam sensu na rozległych równinach gładkich policzków. Nie ma. Nie ma też brody. No tak, ogilałem się.


czwartek, 16 stycznia 2014

Romantyzmizm

"Romantyzmizm"

Sięganie gdzie wzrok nie sięga i łamanie czego rozum nie złamie to polska specjalność , romantyczna przypadłość tudzież wada wrodzona słowiańskiej duszy.
- Tato, wrzuciłam wszystkie zabawki za kanapę, wyciągnij!
- Nie sięgnę, córeczko!
- Sięg!
Cóż robić, gdy orla mych lotów potęga i jako piorun me ramię? Sięgłem. A potem moja córeczka, zupełnie znienacka i bez kozery zmierzyła siły na zamiary:
- Jak będę malutka, to urosnę.
- Dobrze, Zosiu, ale nie wcześniej, obiecujesz?
- Tak.


wtorek, 14 stycznia 2014

Powrót taty

"Powrót taty"

Powrót taty. Skrzypnięcie drzwi (kiedyś je w końcu nasmaruję!), oczekiwanie na wybuch radości połączony z rzucaniem się na szyję. Daremne.
Cisza bywa wymowna, zwłaszcza okraszona spojrzeniami pełnymi zmęczenia (mama), łobuzerskiego nastawienia do świata zwanego też huncwotyzmem (Zosia), tudzież pełnej beztroski (Jagienka).
Cisza bywa bardzo wymowna. Czasami prowadzi do permanentnej transcendecji:
- Dały ci w kość, co?
Cisza w oczach mamy nie straciła na elokwencji. Ale nie zdradzała smakowitych szczegółów personalnych.
- Która?
- Piętnasta!
To Zośka, patrząc na wyimaginowany zegar ścienny postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, skierować nasze myśli na nieuchronny upływ czasu związany z bliskością obiadu i rozładować sytuację.
 Udało się. Na chwilę. W życiu piękne są tylko chwile i należy je bezkompromisowo kolekcjonować!

niedziela, 12 stycznia 2014

Kolendra

"Kolendra"

Zosia na nocniku w doborowym towarzystwie łosia i konia. Zostawiam ich samych w łazience, wszak to chwila intymna, pełna celebracji i poufnych wynurzeń. Wracam po chwili, pełen nadziei, że te "wynurzenia" to tylko wiotka metafora. Tymczasem Zosia ma nowinę zupełnie bez związku:
- Koń śpiewał, tato.
Jako człowiek związany zawodowo z kulturą i sztuką wyrażam zawodowe zaciekawienie:
- A co śpiewał?
- Kolendrę.
Teraz zaciekawienie z zawodowego przeszło w prywatne, zwłaszcza, że kiedyś miałem wizję pro-zdrowotnego festiwalu piosenki ziołowej, ale znajomi rastamani skutecznie wybili mi ten pomysł z głowy, uświadamiając wielce prawdopodobną monotematyczność ewentualnego repertuaru związaną z wyborem rośliny. I nie chodziło im o "O mój rozmarynie", bardziej o "Andzię". Po szybkiej jak myśl retrospekcji wróciłem do adremu :
- A jaką kolendrę śpiewał?
- Zieloną, taką z ogródka.
To moja ulubiona kolendra, tylko trudna do zaśpiewania. Wielki szacunek dla konia, jest styczeń, jest czas, miejsce i zapotrzebowanie. Hej kolendra, kolendra!